Młodzież potrafi zaskoczyć i zawsze słucha w skupieniu.

Dobrze, może nie wszyscy, ale przez większość czasu korzystają z wykładów, który mają okazję słuchać. Czasem zdarzy się komuś utracić na kilka minut koncentrację, ale bez upominania powraca do skupienia na temacie. Nie przestanie mnie to zadziwiać, bo zawsze wyobrażałem sobie widownię licealistów jako najtrudniejszą. Burza hormonów, problemy z koncentracją, a raczej ukierunkowanie jej na zabawę, nie na poważne tematy związane z życiem, poza szkolne otoczenie sprzyjające rozluźnieniu i tak dalej.

Okazuje się coś innego. Gdy przedstawiam jakiś temat młodzież jest dociekliwa! Potrafią drążyć temat bardzo głęboko, aż uzyskają odpowiedź. Nie muszę nikogo upominać, by nie przeszkadzał innym. Słuchają. Korzystają. W tak młodym wieku dowiadują się o możliwościach rozwoju…

Uzyskują odpowiedzi na bardzo ważne pytania, które pomagają im uporać się z bieżącymi problemami, a tych jest u każdego sporo. Pytanie więc czy rozwój osobisty działa? Według mnie to pytanie retoryczne, zachęcające raczej do wypróbowania go, niż wywołujące wątpliwość. Trzeba tylko dobrze wybrać trenera rozwoju, o czym zazwyczaj wspominam na wykładach.

Niedługo kolejne spotkanie z licealistami. I licealistkami, oczywiście. Następne także są już zaplanowane, coraz więcej mam możliwości mówienia o rozwoju osobistym. A jeśli Ty także szukasz kogoś na swoje wydarzenie, odezwij się do mnie tu, na Facebooku, w komentarzu, dogadamy się.

 

Rozwój osobisty Andrzej Wojtyniak

Na drodze do marzeń pojawiają się nie tylko przeszkody. Są tutaj także wszelakie problemy niekoniecznie związane z Twoim działaniem. Będą one jak rozwiązany but. Niby da się iść, ale dziwnie, niewygodnie i możesz wybić sobie zęby, jeśli będziesz nieostrożny.

Czasem takie problemy mogą poczekać, a czasem trzeba je rozwiązać (lub zawiązać) szybko, bo mogą być jak przemoczona sznurówka – im dłużej zwlekasz tym jest bardziej ubłocona i pobrudzisz sobie o nią ręce.

 

 

Rozwój osobisty Andrzej Wojtyniak

Na zdjęciu widać skąd przyszliśmy. Patrzymy za siebie…

Wielu ludzi uważa, że nie warto oglądać się za siebie. Inni twierdzą, że przeszłość jest bardzo ważna. A ci ostatni w kolejce non stop przeżywają swoją przeszłość. A jak to jest według mnie? (Wiem, wiem, że bardzo Ciebie interesuje moje zdanie, więc oczywiście je Tobie przedstawię).

Przeżywanie przeszłości uważam za szkodzące, nawet jeśli była fantastyczna. Takie zachowanie zamyka drogę do przyszłości i stawia ja pod znakiem zapytania. W końcu jadąc samochodem do miasta i patrząc w lusterku wstecznym na piękne krajobrazy, można wjechać w latarnię.

Palenie za sobą mostów dość popularne u wielu motywatorów może być skuteczne, ale przy wyborze złej ścieżki jest katastrofalne w skutkach. Jeśli już trzeba podjąć tak drastyczne środki, lepiej odgrodzić się od złych rzeczy przekonaniami, niż „niszczyć mosty” i „palić ziemię” za sobą.

Przeszłość dobrze jest pamiętać, bo w końcu w niej możemy zobaczyć lekcje, które odbyliśmy. Jeśli ktoś natychmiast zapomina, co było w przeszłości, zapomina również wynikającą z niej naukę i tylko pozornie rozwija się. Ważne przy tym oddzielić przeszłość od przeżywania jej. To trudna sztuka, której trzeba się po prostu nauczyć.

Warto też czasem coś powspominać prawda? Obejrzeć się za siebie, spojrzeć jeszcze raz. Czemu by nie? Dlaczego odwracać ze łzami wzrok od czegoś, co było fajne? Żeby udowodnić komuś męskość albo że się jest twardzielem? A po co? Tylko chore ego może takie coś nakazywać i lepiej szybko je wyleczyć. Wspomnienia są tym, co według mnie należy pielęgnować, bo podobno tylko one zostają na starość. Nie wiem jak Ty, ale ja chcę mieć co robić w podeszłym wieku. A i wcześniej się przydają, bo dzięki nim widzimy drogę, którą przebyliśmy do tej pory…

Tylko należy pamiętać, by emocje związane z patrzeniem wstecz pomagały. Warte zachowania są wspomnienia, wydarzenia i wypływające z nich lekcje. Należy zrezygnować z zapętlenia się w przeżywaniu przeszłości, bo to zawsze szkodzi.

 

 

Rozwój osobisty Andrzej Wojtyniak

Marzenia z początku wydają się bardzo odległe. Gdy to nas nie odwiedzie od wyruszenia po nie, wejdziemy na drogę i okaże się, że jest ona długa. Działanie w celu realizacji marzeń daje nam uczucie pędu. Mimo, że najczęściej potrzeba dużo czasu na dojście do celu, gdy coś robimy, czas ten upływa nam milej i szybciej. Ważne przy tym, żeby te czynności przybliżały nas do tego, czego pragniemy. Według mnie, należy kategorycznie wywalić ze słownictwa i nawyków zadania z kategorii: „dla zabicia czasu”.

Jeśli ktoś robi coś dla zabicia czasu, w pewnym sensie zabija powoli samego siebie.

 

 

Rozwój osobisty, Ja Doskonały

Gdy już pojawia się coś, co przeszkadza na drodze do marzeń lub sukcesu, trzeba wziąć się w garść i temu zaradzić! Co można zatem zrobić?

Najlepiej poszukać jakiegoś obejścia problemu. Może uda się przejść dołem pod przeszkodą? Wiem, trzeba się trochę przygiąć, ale według mnie ego nie powinno przeszkadzać w pokonywaniu przeszkód. Czasem trzeba schować ego do kieszeni, by nie przeszkadzało i z pokorą (nie myląc z uległością) zabrać się do rozwiązywania problemów.

 

 

 

Nie należy odpuszczać marzeń, tylko dlatego, że są niewyraźne. Przy większym wysiłku i upływającym czasie na pewno ich wizja będzie coraz mocniejsza. Na początku widać było tylko drzewa. Teraz jednak wyłania się konkretny kształt. I oczywiście może on się jeszcze zmienić, a nawet zamienić na coś kompletnie innego. Chodzi o to, by dokładać wysiłku w klarowanie swojej wizji. Gdy widzimy coraz wyraźniej swoje cele, to kim chcemy być i co konkretnie robić, napływa również chęć do działania i energia.

Pojawia się też pragnienie dalszego szukania rozwiązań, bo widzimy już pierwsze efekty.

 

Gdy powstają marzenia w głowie i zamiast natychmiastowej wiary w powodzenie pojawia się zwątpienie, nie należy się poddawać. Dobrze jest poświęcić czas, by przez te drzewa dostrzec coś, czego szukamy. Tylko pozornie nic nie widać. Bo nawet jeśli widzimy w lesie tylko liście i drzewa, nawet one są lepsze niż brak jakiejkolwiek wizji. Marzenia się przydają, są naszym celem, jednak nasze otoczenie również może nim być, gdy jeszcze chwilowo brakuje innego pragnienia.

Nawet jeśli brak tymczasowo marzeń, zamiast zmartwień lepiej podziwiać piękno krajobrazu.

 

 

sensitive noise / obvious 2

Rozpoczynam serię artykułów „Pytania od czytelników”, w których będę odpowiadał na problemy opisane przez czytelników za pomocą formularza kryjącego się pod tym linkiem. Im bardziej sensowne pytanie, tym większa szansa na szybką odpowiedź. Pozostawiam w miarę oryginalną pisownię pytania, poprawiam literówki i czasem trochę redaguję, żeby lepiej się czytało :).

Pytanie:

Witaj Andrzeju,
Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga i jest dla mnie ogromną inspiracją, za co bardzo dziękuję :). Moją główną wątpliwością, która blokuje mnie przed działaniem jest brak jasnej definicji, co tak naprawdę chcę w życiu robić?

Czy masz jakiś pomysł na to jak zdefiniować swój prawdziwy potencjał i go rozwijać?

Serdecznie pozdrawiam,
Marta P.

 

Definiowanie swojego potencjału jest jak najbardziej możliwe, a jego poszukiwanie nie jest skomplikowane – potrafi być jednak trudne, co widać po rezultatach większości ludzi. Czasem zajmuje to więcej czasu, a czasem mniej – zależnie od indywidualnego przypadku. Poszukując owego potencjału w dodatku możemy poznać swój cel czyli odpowiedź na pytanie: „co chcę w życiu robić?”. Dzieje się tak dlatego, że zadaje się w obu przypadkach podobne zestawy pytań. Jedno prowadzi do drugiego.

Ale jak to zrobić?

Poszukiwanie celu, motywacji, możliwości itp. wiąże się z podobnymi czynnościami i zadawaniem sobie dużej ilości pytań. Odpowiedzi zapisuje się na kartce, a potem analizuje, testuje i ponawia zadawanie pytań. W takim przypadku samemu ciężko dotrzeć do tej „najprawdziwszej prawdy”, a nie ma tu drogi na skróty.

Najlepiej skorzystać z książek, które mówią o tych tematach. Jeśli więc szukasz motywacji, korzystasz z takich książek jak niedawno wydana MotywAkcja, gdzie masz opisane krok po kroku, jak wyrobić motywację. Jeśli szukasz wiedzy finansowej korzystasz z książki o finansach. Specjalnie tutaj piszę „korzystasz”, gdyż samo czytanie nic nie da. Znajdujesz informacje i je wykorzystujesz, robisz zawarte w książce ćwiczenia, testujesz to co autor zawarł w publikacji.

A co robić, gdy szukasz potencjału i odpowiedzi na fundamentalne pytanie: „czego chcę najbardziej?”. W takim przypadku korzystasz z kursów, które obejmują bardzo kompleksowo całe życie. Na przykład System Pełnego Zaangażowania, który zajmuje się dokładnie tym, o co pytasz Marto. Gdy korzystasz z kursu System Pełnego Zaangażowania, szukasz wtedy swojego potencjału. Zadaję w nim wiele pytań, które prowadzą Ciebie do odpowiedzi, zupełnie jak by pracował z Tobą coach.

Znajdowanie swojego potencjału zawiera się więc w kilku podstawowych krokach:

1. Na początek poznajesz swoje najważniejsze wartości czyli na czym najbardziej Ci zależy. Na przykład na pieniądzach czy zadowoleniu z pracy? W każdym z tych przypadków będziesz na przykład szukać innej pracy, żeby uwolnić swój potencjał.

2. Definiujesz co lubisz robić, potem ustalasz priorytety tych czynności.

3. Dowiadujesz się jakie masz umiejętności i talenty.

4. Przypominasz sobie, jakie masz marzenia i na czym Ci najbardziej zależy.

5. Ustalasz jakie czynności dodają Tobie najwięcej energii i satysfakcji.

6. Gdy to wszystko już zrobisz, wszystkie te dane, listy i przemyślenia rozważasz i analizujesz pod kątem tego, która z tych wszystkich czynności dawałaby Tobie najwięcej satysfakcji, służyłaby utrzymaniu Ciebie finansowo (lub zawierasz tu inny wybrany cel) i jednocześnie byłaby oparta na najważniejszych dla Ciebie wartościach. Tak otrzymany wynik testujesz czyli wdrażasz go w życie i sprawdzasz czy rzeczywiście czujesz się lepiej i czy masz rzeczywiście lepsze wyniki. Jeśli nie, powtarzasz znowu punkty 1-6.

Oczywiście opisałem tu w 6 punktach coś, co w Systemie Pełnego Zaangażowania znajduje się na prawie 200 stronach, więc z konieczności jest to niepełna informacja. Daje jednak pewne pojęcie o tym, co trzeba zrobić. Z tej też przyczyny twierdzę, że samemu nie da się dobrze odblokować pełnych możliwości. Trzeba skorzystać z pomocy kogoś, kto przebył tą drogę i który wskaże dobre rozwiązania lub chociaż zada odpowiednie pytania.

I jeszcze jedna ważna kwestia. Jeśli nie chcesz korzystać z szybszych metod w postaci kursów i książek, możesz wykorzystać pewną „technikę”, którą i ja stosuję na co dzień. Pomimo swojej prostoty i pewnych braków, daje naprawdę dobre rezultaty. Zwyczajnie CODZIENNIE zadawaj sobie te dwa pytania:

1. Co NAPRAWDĘ chcę robić?

2. Co TERAZ powinienem (powinnam) robić?

Te pytania również odblokowują potencjał, choć w trochę inny sposób i innymi metodami. Nie zastąpią jednak kompleksowego zestawu pytań.