Zarabiaj pieniądze przez neta! Tak krzyczy wielu niedawno powstałych wirtualnych milionerów. Ja także byłem wirtualnym milionerem, bo grałem kiedyś na Onecie w wirtualną giełdę papierów wartościowych. Szło mi znakomicie! Szkoda, że nie dało się stamtąd wypłacić wygranych pieniędzy. Tymczasem coraz więcej jest w internecie „specjalistów” od zarabiania.

Nowy profil na Facebooku, efektowne posty, wiedza „jak zarabiać w necie”, czasem zdjęcie pięciuset złotych trzymanych w ręku przy bankomacie. Ekspert – milioner. W przyszłości, bo teraz przecież dopiero zarabia. Pewnie już widziałeś takich ludzi. Każdy by tak chciał! Wystarczy pięć minut dziennie i masz tysiące złotych zarobku miesięcznie. Dom w 8 miesięcy. Jaguara po dwóch miesiącach. Od razu widać, że coś tu nie gra. Wystarczy spojrzeć na liczby i czas… (więcej kliknij poniżej)

Pierwszy jest czas. Człowiek nowy w temacie zazwyczaj jest „zielony”, prawda? Uczeń nie zrobi od razu fachowej rzeźby w drewnie, nowy biznesmen nie zrobi od razu świetnych interesów, a marketer nie zrozumie od razu co dokładnie ma robić, żeby coś dobrze reklamować. Do tego potrzebny jest czas. Jeśli zatem uda się komuś wejść na wysoki poziom bardzo szybko, mówimy wtedy o „złotym strzale” w przypadku biznesu czy o talencie, jeśli chodzi o działania manualne, jak rzeźba w drewnie. Reszta musi zwyczajnie zapierniczać, żeby się nauczyć jak to robić. Tymczasem mnóstwo nowych ludzi „zarabia w necie”wielkie pieniądze, podobno.

Druga rzecz to liczby. Mimo tego, że wcale nie twierdzę, że nie da się zarobić tysięcy złotych w pięć minut, wiem, że jest to niełatwe i wymaga dobrego przygotowania. Rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy takie pieniądze zarabiają i każdy z nich opowiada o niezłym trudzie w dochodzeniu do tego poziomu. Żaden z nich nie założył „Fejsa” ani „Insta” i nie wrzucił po kilka fotek, by po miesiącu mieć na nowy samochód z salonu. Tak więc stwierdzenie „zarabiaj z domu poświęcając na to 5 minut dziennie” według mnie można włożyć między bajki. Jedyny wyjątek stanowią dwa przypadki:

  1. Pierwszy przypadek szybkiego zarabiania przy małym nakładzie czasu dotyczy ludzi, którzy już od jakiegoś czasu przygotowują się do działań biznesowych, dobrze wszystko ułożyli, uruchomili dobrze skonstruowany system i teraz zbierają żniwo swojej pracy. W takim przypadku dochód może być prawie całkowicie pasywny i duży.
  2. Drugi przypadek, gdzie człowiek rzeczywiście może „zarabiać z neta pracując pięć minut dziennie” dotyczy zarobku o nieokreślonej kwocie, ale dążącej raczej do zera niż do 10 złotych. Podam przykład: kiedyś zrobiłem prostą stronę internetową, która zyskała mi klienta w programie partnerskim. Zajęło mi to kilka minut, ale do tej pory czasem dostanę prowizję z jego zakupów. Będzie tego od kilku groszy do kilku złotych miesięcznie uśredniając. Dochód całkowicie pasywny, jednak bardzo mały. Jeśli robiłbym takich stron bardzo dużo, zarobek wzrósłby do, powiedzmy kilkudziesięciu złotych miesięcznie. 5 minut dziennie na stronę, 5 groszy dziennie prowizji, zaokrąglając i uogólniając. Zrobisz tysiące takich stron, będziesz mieć tysiące. Jednak nie zrobisz ich wszystkich w 5 minut.

Jak więc rozpoznać czy ktoś mówi prawdę czy wypisuje swoje marzenia w internecie? Trzeba obserwować i uczyć się, jednak nie od tych „ekspertów”, tylko od ludzi, którzy rzeczywiście zarabiają pieniądze. Takich można spotkać w różnych klubach, stowarzyszeniach, na konferencjach i szkoleniach. Na przykład na takim spotkaniu, na jakim byłem niedawno w Klubie Inteligencji Finansowej.

Najczęściej nie ma czegoś takiego jak duże pieniądze bez wysiłku. Zdarza się oczywiście jakiś „złoty strzał”, jak pisałem wcześniej, ale to jest bardzo podobne do loterii. Kilku szczęśliwców przypada na tysiące uczestników. A w internecie mnóstwo osób zarabia, jak to możliwe? Ano niemożliwe! Choć jest to medium dające wiele możliwości i w niektórych przypadkach jest naprawdę łatwiej się dorobić, internet nie jest magiczną siłą dającą darmowe pieniążki. Trzeba tu zapierniczać jak wszędzie indziej.

Jeszcze inna sprawa, że „eksperci” od zarabiania w necie stają się jednocześnie „ekspertami” od rozwoju osobistego. To niesamowite: bycie „ekspertem” od pieniędzy według nich daje im także możliwość bycia „ekspertem” od życia. W rzeczywistości jest to zachowanie spójne, bo skoro wydaje im się jedno, to drugie też może się im wydawać… I tak zwyczajnie gadają o wszystkim, co przyjdzie im do głowy bez ładu i składu, być może na zasadzie: „a może coś zaskoczy?”. Wstawiają „mądre” powiedzonka w posty, uczą innych jak żyć. Śmieją się z ludzi od rozwoju czy motywacji, a jednocześnie sami wstawiają „motywujące” stwierdzenia jako obrazki lub jakieś filmiki. Jak już ściemniać, to po co się ograniczać! Wystarczy założyć profil społecznościowy i wrzucić kilka zdjęć z cytatami!

Napisałem o tym, bo jestem wręcz zalewany wszelkimi cud-modelami zarabiania pieniędzy. Kiedyś to były MLMy i każdy lepszy od drugiego. Obecnie są to wszelakiej maści „Zarabianie w necie” lub handel czy „kopanie” kryptowalut. Non stop ludzie nie mający żadnej wiedzy finansowej chcą uczyć innych jak zarabiać. Najczęściej będąc prowadzonym przez tak zwanego lidera. A gdyby takiego eksperta spytać o szczegóły rozliczania się z Urzędem Skarbowym z jego systemu, odwraca kota ogonem, bo sam nie wie albo nie chce powiedzieć. A nie chce powiedzieć, bo sprawa może być bardzo niejasna i tak naprawdę jeśli zarobisz, dopiero mogą zacząć się dla ciebie problemy, bo Urząd Skarbowy zapyta o źródło zarobku i będzie w tym pytaniu bardzo dociekliwy.

Jeszcze raz powtórzę pytanie: jak zatem wiedzieć czy ktoś rzeczywiście zarabia i można wypróbować jego metodę? Odpowiedź brzmi: samemu mieć podstawowe pojęcie o finansach i o sposobach generowania zysków. Taka wiedza obejmuje nie tylko „jak zarabiać”, ale także „jak to rozliczyć” i „jak zarobione pieniądze utrzymać”.

Droga na skróty, szczególnie w związku z pieniędzmi, wiedzie przez rowy i jeżyny. Da się przejść, tylko trzeba się do tego odpowiednio ubrać. Problem w tym, że ci przygotowani i doświadczeni, będąc w kaloszach, grubo ubrani, w rękawicach, goglach i kaskach zachęcają naiwnych ludzi ubranych w klapki i krótkie spodenki, by szli za nimi w jeżyny twierdząc, że to bezpieczne i opłacalne.